Amelka

tę stronę przeglądano: 50 razy

„Niech się pani nie przejmuje” – powiedziała mi pani w przedszkolu. –„Autyści nie kochają swoich mam.” To zdanie zapamiętam do końca życia.

Kiedy mama Amelki powiedziała te słowa, nie mogła opanować łez. Coś zabolało tak bardzo, że pomimo upływu czasu jest wciąż żywą raną.

Moje dziecko to przykład książkowej ciąży. Wszystko o czasie, kontrole w terminach wyznaczonych, badania i żadnych niepokojących sygnałów. Po porodzie leżałyśmy dłużej w szpitalu, były powikłania, ale takie rzeczy się zdarzają. Potem wyszłyśmy do domu i wszystko było w porządku. Gdy Amelka miała około roku, zaczęłam obserwować u niej zmiany. Jakby się wyłączała z kontaktu ze mną. Szczególnie widoczne było to po szczepionkach skojarzonych.

Przez myśl przebiegł mi społeczny hejt. Że znów antyszczepionkowcy, że chore podejście, że urojenia. Tylko… kto uważniej przygląda się dziecku, niż własna matka? Kto jest w stanie zaobserwować zmianę, jaka się w nim dokonuje krok po kroku?

Wie pani, ja nie potrafię powiedzieć, że choroba mojego dziecka to skutek szczepionek skojarzonych. Ale z całą pewnością potrafię powiedzieć, kiedy Amelka zaczęła się zmieniać w zachowaniu i kontakcie. To było właśnie po tych szczepionkach. Było coraz gorzej. Kiedy mówiłam o tym lekarzom, twierdzili, że wymyślam dziecku choroby. Ale ja widziałam, co się dzieje. To nie było normalne, że dziecko nie mówiło do 3,5 roku życia i nie odczuwało bólu. Neurolog niczego nie stwierdził, psychiatra także nie, ale wysłał córkę na diagnozę psychologiczną. Zrobiłam ją w specjalistycznej placówce w Lublinie. Pani spojrzała na nią i powiedziała od razu, że mała ma autyzm. Badania potwierdziły wstępną diagnozę.

Pamięta pani swoje uczucia z tamtego momentu?

W sumie chyba podświadomie czułam, że tak jest. Coś tam czytałam, szukając pomocy dla Amelki. Ale taka diagnoza prosto z mostu jednak zwala z nóg. Miałam dwa miesiące wyjęte z życiorysu. Musiałam pozbierać się na nowo i poukładać rzeczy ważne i mniej ważne.

Co okazało się ważne?

Przede wszystkim córka. Ustaliliśmy z mężem, że ja zrezygnuję z pracy, by się zająć dzieckiem. Bardzo dużo czytałam, oglądałam filmy nagrane przez rodziców dzieci autystycznych. Wiedziałam, że nie poddam się bez walki. Zaczęłam kupować mówiące zabawki, zrobiłam masę podpisanych obrazków, czytałam jej książki, pracowałam z małą godzinami. To była walka o wszystko, o jej rozwój, o kontakt. Z czasem, powoli ruszyła mowa. Amelka zaczęła powtarzać zasłyszane słowa. Najpierw bezwiednie, potem w sposób celowy. Powoli w tym tunelu zabłysło światełko. Z dziecka, które mijało mnie jak przedmiot, otworzyła się przede mną mała dziewczynka, która wróciła do kontaktu. I patrzyła na mnie. Wiedziałam, że pani z przedszkola bardzo się pomyliła: autyści kochają swoje mamy.

Pomyślałam, że w szkołach specjalnych są klasy dla dzieci autystycznych, które mogą udzielić specjalistycznej pomocy. Może takie miejsce odciążyłoby trochę mamę?