Michał

tę stronę przeglądano: 1 342 razy

Na moment skupia na mnie wzrok, by za chwilę wrócić do swego świata. Jest tuż, blisko, kilkanaście centymetrów ode mnie. Jest niewyobrażalnie daleko. Michał.

„Był fajnym, rozgadanym po swojemu dzieciakiem. Miał półtora roku, biegał z pieluchą po domu i wszędzie było go pełno. A dziś…właściwie można powiedzieć, że zmieniło się niewiele…no może poza wzrostem…” – zaczyna swą opowieść mama Michała.

„Kiedy miał półtora roku, zaczęłam obserwować zmiany w jego zachowaniu. Michał przestał reagować na swoje imię. Pierwsze wnioski – może coś się stało z jego słuchem. Poszliśmy właśnie tym kluczem.”

„Czyli laryngolog?” – pytam.

„Tak, ale badanie wykluczyło problemy ze słuchem. W międzyczasie pojawiły się inne objawy.”

„ Coś, co Cię zaniepokoiło?”

„Początkowo nawet nie” – wspomina  – „Michał zaczął chować się za kanapę i wpychać tam mnie. Myślałam, że to taka jego zabawa w chowanego. Stał się z dnia na dzień smutny, milczący…”

„Myślałaś, że to może być objaw jakiejś choroby?”

„Skąd. To była jesień, robiło się zimno i przestaliśmy wychodzić na dwór. Pomyślałam, że tak reaguje na pogodę. Ale jego milczenie zaczynało mnie zastanawiać…”

Mama Michała siedzi na kanapie. Być może to ta sama kanapa, za którą kilka lat wcześniej jej syn rozpoczął  swoją wędrówkę w samotność wśród ludzi.

„Wiesz, nie chciałam siedzieć z założonymi rękami. Pojechaliśmy do psychologa. Tam po raz pierwszy usłyszałam nazwę >>autyzm<<. Zabrzmiało trochę kosmicznie, a pani doktor tylko głośno zastanawiała się, czy Michał pasuje do schematu autystyka. Ale jakoś jej nie pasował, bo był zbyt ciekawy świata. Ja nie miałam bladego pojęcia, o co chodzi, ale ucieszyłam się, że to nie jakiś tam autyzm. Tylko…jakoś ta pani psycholog nie napomknęła słowem, że w autyzmie nie ma schematów…no i tak się zaczęła nasza droga…”

„ Kto powiedział Ci, co dzieje się z Michałem?” – pytam.

„Bardzo znana pani doktor z Kocka. Spojrzała na niego, nie pytała o żadne wyniki, tylko stwierdziła krótko: autyzm niejedno ma imię. Trafiła w samo sedno, choć nie wykonała żadnych specjalistycznych badań, by cokolwiek potwierdzić lub wykluczyć. Potem zaczęliśmy szukać, sprawdzać, co to jest. Coraz bardziej utwierdzaliśmy się w przekonaniu, że diagnoza była prawidłowa.”

„Jak funkcjonuje Michał?”

„No cóż…w znacznej mierze to ja stanowię jego świat. Michał ma dwanaście lat i nie mówi, wydaje tylko dźwięki. Zresztą wiele z tego, co umiał w wieku półtora roku, cofnęło się zupełnie. Porozumiewa się ze mną pokazując mi, o co mu chodzi, niektóre dźwięki nauczyliśmy się kojarzyć. Jest bardzo uciążliwy, wymaga ciągłego skupienia uwagi, raczej nie da się go zostawić na dłużej samemu sobie. Przy tym potrafi bardzo dobrze kojarzyć fakty, ma swoistą inteligencję, a jego działania rzadko bywają przypadkowe. Bez dwóch zdań ma barierę, która uniemożliwia mu kontaktowanie się ze światem zewnętrznym, ale to nie oznacza, że tego świata nie rozumie. Wiem, że to brzmi dziwnie, ale tak jest.”

„Co jest dla Ciebie najtrudniejsze?”

„Wiesz, kiedyś porównywałam Michała z innymi dziećmi. Teraz już tego nie robię. Wiem, że jest inny i nigdy taki jak pozostałe dzieciaki nie będzie. Czas się z tym pogodzić. To nie jest łatwe, kiedy…popatrz sama, z wyglądu on jest jak każde inne dziecko. Po autystykach nie wyczytasz z twarzy, że coś jest nie tak. Teraz wyobraź sobie, idę z nim za rękę do miasta. Za rękę, bo wiem, co on potrafi zrobić. A przede mną idzie pani. Wystarczyła chwila mojej nieuwagi, a Michał wyciągnął jej coś z otwartej torebki. Coś, co go zainteresowało. Kobieta mnie skrzyczała, naubliżała mi, że nie potrafię wychować dziecka i nie dała sobie wytłumaczyć, że to nie tak. To jest przykre.”

„Czyli to takie życie na czuwaniu…?”

„Trochę tak. Muszę bardzo uważać na to, gdzie jest i co robi.”

„ Przyszłość, to…”

Zastanawia się chwilę.

„Póki mam siłę i jestem sprawna, przyszłość to nasz dom. Daj Boże, żeby starczyło tej siły na długo. A potem…wiem, że powstaje stacjonarny ośrodek dla autystyków. Mam nadzieję, że tam znajdzie swoje dobre miejsce.”

Dzieci autystyczne są wielką zagadką. Posiadają niejednokrotnie ogromną inteligencję, ale nie są w stanie przełożyć jej na sposób możliwy do odczytania dla otoczenia. Cierpią rodzice, którzy nie potrafią porozumieć się z dzieckiem, cierpią dzieci, które nie potrafią zawołać :

„Mamo, tato, pomóżcie mi. Jestem tuż obok. Jestem niewyobrażalnie daleko.”