Oliwia

tę stronę przeglądano: 1 490 razy

Dziś ma dwanaście lat. Normalnie, chodziłaby do szóstej klasy. Normalnie…

Do szóstego roku życia Oliwka rozwijała się jak każde inne dziecko. Poznawała świat wszystkimi zmysłami. Wszędzie było pełno jej głosu, zabawek, ubrań.  Pod koniec marca złapała jakąś infekcję. Ból gardła, wymioty, gorączka…każdy rodzic przechodził to przynajmniej kilka razy w życiu. Tym razem jednak gorączka okazała się na tyle wysoka, że dziecko znalazło się w szpitalu. Tam Oliwka dostała napadu drgawek padaczkowych. Potem wypadki potoczyły się błyskawicznie: szybki transport do Lublina, a po drodze postój, by zaintubować dziecko. Elwira, jej mama, wspomina ten czas jak koszmar.

„Wiesz” – mówi –„tam w karetce zasłonili mi wszystko. Nawet nie wiedziałam, że z dzieckiem jest tak źle. Kiedy dojechaliśmy do szpitala, od razu zabrali ją na tomograf. Okazało się, że obrzęk mózgu jest tak duży, że trzeba go odbarczyć, bo inaczej mała nie przeżyje. To oznaczało operację otwarcia czaszki. Kazali mi podpisywać jakieś zgody, a ja nie rozumiałam, co się dzieje. To było przeziębienie…”

„Kiedy zorientowałaś się, jak poważny jest stan dziecka?” – pytam.

„Zaczęłam rozumieć, jak powiedzieli mi, że usunęli fragment kości, bo mózg był tak spuchnięty, że się nie mieścił. I jeszcze, że teraz może być różnie. W sumie nikt nam nie dawał specjalnej nadziei. Utrzymywali Oliwię w śpiączce farmakologicznej przez miesiąc, a my odchodziliśmy od zmysłów. Lekarze kazali nam mówić do niej cały czas, żeby miała poczucie czyjejś obecności i troski. Dziś trudno to opowiedzieć.”

„Ale przeszliście to”- mówię do Elwiry – „To znaczy, że macie ogromną siłę.”

„Ale wiesz, jakim kosztem? Gadaliśmy do niej cały czas, czytaliśmy bajki, słuchali muzyki. Koczowaliśmy w tym szpitalu na zmianę, bo nie zawsze pozwalali nam nocować. A potem wychodziłam na korytarz i wyłam z bezsilności i potwornego strachu o moje dziecko. Lekarze kazali nam nauczyć się ją karmić sondą, bo orzekli, że jeśli z tego wyjdzie, to będzie roślinką. Roślinką, wyobrażasz sobie? Usłyszeć takie słowa o swoim dziecku? Ale nam tak bardzo zależało, żeby żyła…nauczyliśmy się tej sondy i wielu innych rzeczy. A potem, po miesiącu, mała wybudziła się i okazało się, że zapomniała wszystko…”

„Jak to wszystko?”

„Poznawała mnie i męża, i to tylko dlatego, że nasze głosy słyszała będąc w śpiączce. Ale nie pamiętała nikogo innego z rodziny, używała pojedynczych słów. Odruchy wracały dość szybko. W sumie nie miała większych problemów z przykurczami, bo kiedy jeszcze leżała, masowałam ją. Wierzyłam, że się obudzi i wstanie.”

„I wstała…”

„Nie tak od razu. Chodzić też się uczyła. Ale to potem. Na początku zastanowiło nas coś innego. Oliwia mówiła do nas, odpowiadała na pytania, ale na nas nie patrzyła. Zgłosiliśmy to lekarzom. Odbyły się kolejne badania, po których okazało się, że mała nie widzi…”

Tak oto z roześmianej sześciolatki Oliwka stała się niewidomą, bezradną dziewczynką, we wszystkim zależną od innych. Tak oto runął świat barw i kształtów, a pozostała jedynie  wyobraźnia.

„Wszędzie szukaliśmy pomocy” – mówi mama – „łudziliśmy się, że wzrok powróci, jak powróciły odruchy. Trzeba tylko czasu i cierpliwości. Tak zresztą tłumaczyliśmy to małej, która była przerażona nową sytuacją. Do dziś wróciło tylko to, że ma jakieś poczucie światła, że gdzieś jest jaśniej albo ciemniej. Ale ja wciąż wierzę…”

„Nie poddaliście się…”

„Nie. Postanowiliśmy budować na tym, co jest. Zrobiliśmy remont w domu. Zamontowaliśmy oświetlenie w podłodze, by Oliwia mogła w nocy samodzielnie dotrzeć do łazienki. Miliony razy pokonywała tę samą drogę. Zaczęła uczęszczać do klasy dla niewidomych w szkole specjalnej. Nauczyła się brajla. Po kolejnych operacjach (w końcu trzeba było także wstawić usuniętą kość czaszki), z zastawką w głowie, wciąż nie odzyskała wzroku, ale nauczyła się z tym żyć.”

„A wy?”

Elwira zastanawia się chwilę. „A my…wszystkim przybyło dojrzałości. Kacper, młodszy brat Oliwki, jest jej najlepszym opiekunem. Prowadzi ją za rękę na spacer, jest bardzo ostrożny. W sumie nauczyliśmy się, czym jest rodzina. Okazało się, jak bardzo wszyscy stanęli na wysokości zadania, by nas wesprzeć. Oczywiście to nie rozwiązało naszych problemów, ale pomogło je przetrwać. Jeździmy z nią na turnusy rehabilitacyjne, kupujemy sprzęt dla niewidomych, staramy się zabezpieczyć jej codzienność i nie stracić przy tym z pola widzenia Kacpra.”

„Posłuchaj” – mówię do Elwiry – „wytłumacz mi, bo nie rozumiem: przeziębienie, grypa i…obrzęk mózgu, śpiączka, utrata wzroku…? Przecież wszyscy co jakiś czas chorujemy…”

„To prawda. Myślę, że to największy absurd tej historii. Po grypie dość często ludziom wychodzi opryszczka. Na zewnątrz, na ustach…nie wygląda to atrakcyjnie, ale stosunkowo szybko mija. W przypadku Oliwii, opryszczka poszła do wewnątrz i dała powikłania w postaci obrzęku mózgu i pozostałych. Nie myślałam, że tak może być. Uświadomili mi to lekarze. Możesz to sobie wyobrazić?”

Nie mogę. Patrzę na Oliwkę, która biega po domu. Dosłownie – biega. Roześmiana trzyma w dłoniach chomika i delikatnie bada palcami jego malutki pyszczek. Patrzę, jak dotyka sprzętów, sprawdza krawędź łóżka i z uwagą wsłuchuje się w głosy wokół. Przytula się do mamy, rozmawia wesoło z Kacprem. Czuje się bezpieczna wśród ludzi, którzy pokochali ją na zawsze, bez względu na wszystko, co było, jest i będzie. I myślę sobie, że ona jedyna może naprawdę powiedzieć jak Mały Książę: „Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.”